Czwartek, 25 kwietnia 2019 
 Tysi?c i jeden drobiazgów Juliana Antonisza., 1972
autor: Andrzej Ko?ody?ski
 

"Mam w domu Pomys?ownik, gdzie spisuj? wszystkie pomys?y, a potem, kiedy przychodzi moment, ?e trzeba zrobi? film, to si? wyci?ga taki pomys?, pisz? scenariusz, rozbudowuj?... Mój Pomys?ownik sk?ada si? z trzech segregatorów, ?eby ?atwiej by?o wpina? te pomys?y na bie??co - bo mam te? dziurkacz, dziurkuj? lu?ne kartki papieru i segreguj?. Pomys?ownik zawiera dzia? Cia?a i dzia? Duszy - a w trzecim s? ró?ne takie ?mieszne wycinki z gazet, ciekawe pomys?y graficzne, których si? nie da zakwalifikowa? ani pod Cia?o, ani pod Dusz?. Pod Cia?em mieszcz? si? te? pomys?y mechaniczne, poniewa? konstruuj? ró?ne aparaty - jakie? pisaki niciowe, ró?ne silniki kapacytronowe, no?yce do ci?cia papieru ze wspomaganiem hydraulicznym... S? tu te? aparaty do nagrywania d?wi?ku, jakie? adaptery z krzywkami, które ruszaj? ramieniem i to je?dzi po p?ycie i skrzeczy... A w Duszy to si? mieszcz? pomys?y literackie, no i nuty, melodie, które - jak mi si? co? przy?ni - zapisuj? na papierze nutowym..."

Julian Antonisz ma lat 31. Jest grafikiem, wynalazc? i filmowcem, nosi brod? i okulary i mówi tak w?a?nie, troch? ?artem, troch? serio, ale zawsze z ogromnym przekonaniem, które zmusza do uwagi. Wyszed? z krakowskiej Akademii Sztuk Pi?knych: przedstawili?my ju? w naszym pi?mie jego fantastyczne rowery i dziwne pojazdy. Jako re?yser krakowskiego Oddzia?u Studia Miniatur Filmowych jest autorem filmów, które uzna? nale?y za jedno z najoryginalniejszych zjawisk w naszej animacji. Na t? ocen? zas?uguj? zreszt? prace ca ?ego m?odego zespo?u, który po próbach w Pracowni Filmu Animowanego Akademii, stworzonej przez prof. Urba?skiego, zaj?? si? zawodowo filmem. Jest ich dzi? sze?ciu: pracuj? w mrocznych, ch?odnych komnatach jednej z zabytkowych kamieniczek przy ulicy Kanoniczej w Krakowie na niebywale prymitywnym sprz?cie, od którego je?y si? w?os ka?demu, kto mia? bli?ej do czynienia z produkcj? filmow?. Bez przesady mo?na powiedzie?, ?e robi? cuda. Mówi si? o nich "szko?a krakowska". Dzi?ki nim nasz film animowany znowu zaczyna si? liczy?. I to w mocnej konkurencji - gatunek prze?ywa dzi? bowiem w ?wiecie rozkwit jakby na przekór katastroficznym zapowiedziom jego ko?ca. Film animowany wch?ania telewizja, która potrzebuje masowej i konwencjonalnej produkcji dla dzieci. Na ma?ym ekranie króluje wi?c Colargol, Bolek i Lolek czy Mi? Yogi, którego animacji dokonuj? ju? w wielkim przemys?owym systemie komputery. Nie ma miejsca na artystyczny film animowany: subtelne efekty malarskie i nie?atwy j?zyk wymagaj? zupe?nie innego odbioru. A przecie? Norman McLaren, Piotr Kamler, czy Yoji Kuri nadal tworz? swoje filmy dla doros?ych - arcydzie?a lapidarnej my?li i wysmakowanej formy. Powstaje ich wiele, ale w praktyce pozostaj? nieznane. Od wielu lat podbijaj? tylko festiwale.

W czerwcu tego roku publiczno?? festiwalu krakowskiego znacznie ?ywiej reagowa?a na poetyckie filmy Antonisza ni? na wiele solidnych i uczciwych dokumentów. W Oberhausen - na przegl?dzie po?wi?conym przecie? tematyce spo?ecznej i politycznej, mówi?o si? o "rewelacyjnym odrodzeniu" fi?mowej animacji, a identyczne sformu?owania powtarzaj? si? zreszt? ju? od dobrych paru lat. Swego czasu polska szko?a filmu animowanego by?a najsilniejsza w Europie. Lenica i Borowczyk tworzyli b?yskotliwe, zdumiewaj?ce ?mia?o?ci? skojarze? filmowe obrazki, w których zawiera?a si? paradoksalna w swojej skrótowo?ci refleksja nad sprawami najwa?niejszymi. Potem pierwsze?stwo odebrali nam Jugos?owianie - s?ynna "szko?a z Zagrzebia". Rozwija?a si? u nas (i rozwija dalej) solidna produkcja dla dzieci, natomiast "doros?y", artystyczny film animowany zacz?? niepokoj?co kostnie?. Polsk?, specjalno?ci? sta?y si? ponure, filozoficzne opowiastki o pozornie ty?ko g??bokich "tre?ciach ogólnoludzkich". Przyk?ad typowy: przez dziesi?? minut dzia?aj? na ekranie jakie? maszyny i dopiero ostatnie uj?cie pozwala widzowi stwierdzi?, ?e ta orgia zniszczenia odbywa si? we wn?trzu Iudzkiej ?renicy. Albo: u stóp kolosalnego budynku gromadzi si? t?um obserwuj?cy samobójc?, który zmienia jednak zamiar i zje?d?a bezpiecznie wind?. Rozczarowany t?um rzuca si? jednak na niego i zmusza do fatalnego skoku... Historyjki ró?ne, ale oparte na tym samym schemacie narracyjnym. W obu wypadkach sens filmowi nadaje literacka pointa, której oczekiwa? trzeba od samego pocz?tku. W?a?nie na takim literackim, anegdotycznym schemacie opieraj? si? do znudzenia wszystkie niemal nasze filmy z tzw. nurtu ambitnego. Jeden tylko Daniel Szczechura stara si? zdecydowanie odej?? od fabu?y - ale odwag? powiedzenia czego? nowego maj? tylko jego m?odsi koledzy z Krakowa. Julian Antonisz powiada o swoich filmach, ?e s? o?wiatowymi wyk?adami. Dodajmy: wyk?adami przekornie absurdalnymi, podporz?dkowanymi jednak logicznej my?li.

Nagrodzony w tym roku film "Jak dzia?a jamniczek?" zaczyna si? pokazem nonsensownych urz?dze? komentowanych g?osem wiekowej staruszki (tak, tekst czyta podobno 90-letnia pensjonariuszka Domu Starców!) z niepowtarzalnym kresowym akcentem: "...Tak dzia?a Kapacytron Wi?niowy - tak dzia?a Koziówka Stalowa - tak dzia?a Pi?updziwóla Dyfuzyjna - tak dzia?a Elektrokapu?ciocha i inne bardzo skomplikowane wynalazki i urz?dzenia A JAK DZIA?A JAMNICZEK?" I na ekranie ukazuje si? dziwaczny, wydrapany ig?? u ta?mie, pokryty nierównomiernie barwnymi plamami kszta?t d?ugiego zwierzaka - jamniczka - nie-jamniczka: "Jamniczek w ?rodku ma kiszk?... ostatecznie wszystko co ?yje ma w sobie jak?? kiszk?... Posiada trzy stany emocjonalne: mo?e by? z?y, mo?e by? smutny, mo?e by? weso?y..." Czy chodzi tylko o parodi?? Nie - ta absurdalna zabawa nabiera nieoczekiwanie g??bokiego sensu. Ekranowa kalkulacja, która przekonuje nas, ?e jamniczek jest skomplikowanym i kosztownym urz?dzeniem biologicznym wywo?uje ?miech - ale wo?anie: "Nie niszczmy jamniczka, nie niszczmy Elektrokapu?ciochy!" - brzmi ju? dramatycznie, bo jest to wo?anie artysty, który broni naturalnego ?rodowiska cz?owieka, broni warto?ci humanistycznych.

W filmie "Tysi?c i jeden drobiazgów" w?ród pejza?u z?o?onego z ?elaznego z?omu w?druje Pegazocentaur - wodno-futurystyczno-u?a?ski, taki mechaniczny lajkonik skrzy?owany z syren?, symbol artysty polskiego, szukaj?cego sensu i oparcia dla swojej sztuki. Napotyka sceny, które stanowi? kolein? karykatur? wielu wypacze? naszego wspó?czesnego ?ycia i staje si? bezradny wobec has?a: ?honor". Surrealistyczny ?wiat Antonisza nie jest igraszk? formalnych skojarze?, ale wype?nia go ?ywa, aktualna tre??. I to jest w?a?nie nowo?ci? filmów w cha?upniczych warunkach powstaj?cych w krakowskim studio. S? artystyczn?, paradoksaln? replik? spraw, nad którymi trzeba si? zastanowi?, jedyn? w swoim rodzaju publicystyk?.

Antoniszowi marzy si? zreszt? film robiony technik? tradycyjn?. Chce razem z Franciszkiem Miecznikowskim robi? lalkowy cykl o historii polskich Piastów, przenie?? na ekran "Wand?" Norwida. Ale do tego potrzeba prawdziwej kamery, o?wietlenia, operatora wreszcie. Tymczasem zarzuca mu si?, ?e jego filmów nie rozumiej? cudzoziemcy - a cudzoziemcy kupuj?... Jest to argument, za pomoc? którego ?atwo filmy nieszablonowe okre?li? mianem nierentownych i uparcie odmawia? pracowni przy Kanonicznej wszelkiej finansowej pomocy. O tym, ?e nasza publiczno?? te? w ko?cu kupuje (cho? nie za dolary), nikt dzi? jako? nie chce pami?ta?...

Tekst pochodzi z wrze?niowego numeru magazynu "Ty i Ja" z roku 1972.



 
3CINEMA | Teksty| Tysi?c i jeden drobiazgów Juliana Antonisza.